Historia z czterema magicznymi literkami w tle, które odcisnęły się wyraźnym piętnem na moim życiu.
BDSM - najboleśniejsza droga do ekstazy, najbardziej intymna strefa erotyki.
Dawno nie czułam się tak atrakcyjna. Wszystko, absolutnie wszystko mi się we mnie podoba. Czeszę się inaczej, maluję się inaczej, dokładnie tak, jak zarzekałam się, że nigdy nie będę, ponieważ źle mi w takiej fryzurze i makijażu moim zdaniem. Przekonał mnie, że jest inaczej. Nie zmusza, nie mówi, jak mam wyglądać, a jedynie daje wskazówki, jak, według Niego, mogłabym wyglądać jeszcze lepiej, pozostawiając mi ostateczny wybór.
Wręczył mi najwspanialszy prezent, jaki mogłabym sobie wyobrazić. Ogromnie istotna dla mnie, przez wiele lat niezaspokojona - ze względu na brak umiejętności - potrzeba, przynosząca mi od dawna jedynie rozgoryczenie, zaczyna być realizowana. Jedno, jedyne marzenie, na którym od dzieciństwa mi zależało. Niesamowite, że tak długo nie mogłam go spełnić, ponieważ wszyscy z miejsca je przekreślali, jako nierealne, a sama bym sobie nie poradziła. A potem przyszedł On i zamiast stwierdzić, jak inni: "nie potrafisz, lepiej zajmij się czymś pożyteczniejszym", powiedział: "fatalnie, ale możesz to zmienić. Spróbuj zrobić to nieco inaczej i zobaczysz, że lepiej wyjdzie". I wychodzi. I On sam to przyznaje. O większe szczęście przyprawić mnie nie mógł.
I sceptycyzmu nie ma już absolutnie. Zagubił się gdzieś pomiędzy szeptem pocałunków, iskrą zaufania, a pieśnią radości.
Premiera filmu akcji - kompromisu między Jego, a moimi filmowymi upodobaniami. Jego niespokojna dłoń niedługo wytrzymała na moim nieruchomym kolanie. Pieszcząc delikatnie udo, sunęła powoli, cierpliwie wzdłuż pończochy, ku koronkowemu jej zwieńczeniu. Od tego momentu film stał się bardzo mało interesujący. Wpatrywałam się zamglonymi oczami w ekran, nie próbując nawet śledzić fabuły. Dźwięki przycichły, i słyszałam tylko mój przyspieszony oddech, nienaturalnie głośny, urywany, czując tuż obok zapach charakterystycznej wody kolońskiej, który będzie mi się kojarzył już tylko z Nim.
A kiedy później położył mi dłoń na karku, poczułam, że to jest to. Że dobrze trafiłam. Że to bardzo obiecująca znajomość. Jest silny. Dużo silniejszy ode mnie. I ta świadomość jest szalenie podniecająca.
_____
Lubię, kiedy mnie odprowadza, myśli o mnie, troszczy się. Nie muszę się zastanawiać, czy Mu zależy - widzę to. Czuję się chciana. Cała - nie tylko cieleśnie.
Wszystkie maile takie same. Każdy mężczyzna dokładnie taki, jak pozostali - jednoliniowy, bezmyślny, beznadziejnie pewny, że to właśnie on jest tym, którym mam się zainteresować, któremu mam się oddać w pełni, a oddanie owo być powinno najlepiej równie jak on - bezrefleksyjne; pocałowaniem ręki za zainteresowanie zwieńczone.
A oni wszyscy nie rozumieją jednej, bardzo ważnej rzeczy - na dobrą sukę trzeba sobie zasłużyć. Zwłaszcza taką jak ja. Pokaż, Panie, że jesteś mnie warty, a oddam się w pełni, wierna, zdecydowana, na wszystko chętna. Drugiej w takim wieku, z takim doświadczeniem nie znajdziesz. Ale mało prawdopodobne, byś był. Wybredna się robię. Bardzo.
I dwa razy w tej samej rzece się nie zanurzam.
A Ty tęsknisz? Wiem, że tęsknisz...
I Ty.
Ty również.
Żałujesz. Wiesz, co straciłeś, co Ci umknęło, co nie wróci.
Sceptycznie nieco, ale z szerokim uśmiechem sympatii odnoszę się do tej znajomości. Zaangażowanie, z jaką obdarza pieszczotami moje ciało, jest ogromnie zaskakujące. Jeżeli prawda jest w tym, co mówią o rzutowaniu Nowego Roku na cały nadchodzący, to czeka mnie szereg przemiłych poranków.
A sceptycyzm - no cóż, w obliczu kierunku, w jakim rozwijają się ostatnie wydarzenia, minione wakacje kładą się nieprzyjemnym cieniem na teraźniejszość. Krępujące to.
Krótka rozmowa z Jego przyjacielem wystarczyła, by okazało się, że jednak nie było tak, jak twierdził cały czas. Zabrakło ikry, by powiedzieć to, czego byłam pewna, a czego się wypierał z taką pewnością siebie. Bo przecież, gdyby było coś nie tak, to powiedziałby mi, znając moje podejście - zapewniał cały czas. Ostatni puzzel znalazł swoje miejsce w układance, której nie mogłam skompletować. I wszystko stało się takie jasne, tak oczywiste. I tendencyjne do bólu.
W kocim półśnie trwając, patrząc na ciało, które nie należy do mnie; patrząc na ciało, do którego ja nie należę, smakuję ten czas. Chwila niezakłóconej bliskości, bezgranicznego zaufania z odzysku, stworzonego tylko na ten jeden wieczór. Płyny ustrojowe, żary, pasje, marzenia, pragnienia, rozczarowania i żale - wymiana absolutna. Bezpieczna, ponieważ kiedy wieczór się skończy, bezimienni, bezdomni, bezpodstawni, rozstaniemy się. I nie spotkamy już nigdy więcej.
Kiedyś się z nim spotkałam. Raz jeden, jedyny, pół roku temu. To było miłe spotkanie, obiecujące przyjemną niezobowiązującą relację na odpowiadających nam obojgu warunkach. Wywarł na mnie rewelacyjne wrażenie mężczyzny, którego z ogromną chęcią poznałabym rozleglej. Po spotkaniu nastąpiła wymiana kilkunastu sympatycznych SMSów, po czym zamilknął i nijak nie sposób było się z nim skontaktować. Rozmyślił się, jak sądziłam, lecz brakło mu odwagi, by się przyznać otwarcie do tego. No cóż. Nie ten, to będzie następny.
Napisał do mnie przed chwilą. Przepraszał za milczenie, wytłumaczył się grzecznie. I zaznaczył, że przyjemnością byłoby ponowne mnie spotkanie. Miał bardzo poważne problemy, które absolutnie utrudniały mu jakiekolwiek skontaktowanie się ze mną przez tych sześć miesięcy.W jego wypadku z rozkoszą w to uwierzę.
Nowa rola przywitała mnie wysoką poprzeczką wymagań stawianych kreacji. Teoretycznie nic nadzwyczajnego, a jednak obawy rosły, im więcej o niej rozmawiałam. Z jednej strony miło było zagrać kogoś tak ekscentrycznego, z drugiej - bałam się, że zwyczajnie rzuciłam się z motyką na słońce. I nie dam rady. I nie odegram jej tak, jak powinna zostać przedstawiona.
Niepewność zniknęła kompletnie, kiedy tylko weszłam w skórę postaci, co więcej, poczułam się w niej, jak w swojej własnej. W pewnym sensie. Żyłam nią nie tylko tych kilka godzin, ale także później. Wgryzła się we mnie bezpardonowo, a silne zęby wciąż trzymają się mojej świadomości.
Opowiadałam o niej dużo, podekscytowana, na świeżo, kiedy emocje jeszcze nie opadły. "A czy ty przypadkiem nie utożsamiasz się z nią? Dużo tu analogizmów do twojej orientacji" zauważył Cu. Zaprzeczyłam odruchowo, ponieważ to przecież tylko gra, lecz uświadomiłam sobie później, że miał rację. Przemyciłam do tej bohaterki wiele z relacji, która tak mnie pasjonuje. W zawoalowany, mocno przekoloryzowany sposób, ale właśnie to sprawia, że ta postać jest mi bliska. do tego stopnia, że śnię o byciu nią, że myślę o niej dużo. Zdecydowanie za dużo. Że wciąż nią żyję i chwilami dochodzę do wniosku, że ciągnie mnie do takiego życia.
To byłoby proste życie. Proste zasady. Prosta moralność w bajecznie prostym, czarno-białym świecie, zagubionym gdzieś w gąszczu knowań i gierek politycznych. Bez niedomówień, bez wieloznaczności, bez utrudniających decyzje odcieni szarości. Proste rozwiązania i nieskomplikowane wybory. Brak zbędnej abstrakcji. I mężczyzna, poza którym nie widziała świata. Jedyny z tłumu, w którym musiała przebywać, który akceptował jej zwierzęcość, instynkt bestii i absurdalnie prosty tok myślenia, kiedy wszyscy uważali ją za gorszą od siebie. Dużo gorszą. Jedyny, który w zwierzęciu obleczonym w ludzkie ciało dostrzegał kogoś więcej, niż tylko narzędzie do brudnej roboty. i jedyny, dla którego była w stanie właśnie takim narzędziem się stać.
Piękna historia - tym piękniejsza, że tak ogromną sympatią darzę tą bohaterkę, - na której zakończenie długo przyjdzie mi czekać.